Zbrojna grupa napada Bogu ducha winnych biesiadników. Do tej pory spokojna tawerna, nagle staje w kłębach dymu.
Piraci są w środku, grabią, plądrują i biorą fanty. Najznakomitszego z rodu ( tutaj najważniejszego gościa - prezesa, dyrektora) biorą dla okupu. Jednak jak to u piratów bywało, dwóch staje do siebie ze szpadami, jeden drugiemu próbuje wyrwać okup z gardła. Następuje krwawa jatka.
Po pojedynku piraci leczą rany przy szklance rumu lub grogu. Zabawa trwa. Tawerna huczy. Piraci żądni krwi, kłócą się o złoto.
Trzech złoczyńców chce jednemu zabrać jego skarby. Dochodzi do walki trzech na jednego. Świszczą szable, szpady. Nie dali mu rady - leżą i wiją się z bólu. Następuje przerwa na leczenie ran. Rum dobry jest na wszystko, łagodzi ból i poprawia humor. W tawernie zabawa trwa dalej.
W międzyczasie goście tawerny mają możliwość wykupienia fantów – biorą udział w najróżniejszych zabawach i konkursach, a wszystko w pirackim klimacie.
Piraci są już bardzo zmęczeni. Kapitan Black Jack nie daje swoim ludziom chwili wytchnienia. Poniewiera ich po tawernie. Dwóch staje do niego z bronią. Pada strzał. Jeden padł, drugi stracił broń zanim cokolwiek zrobił. Bat kapitana jest nieubłagany. Tawerna dalej tańczy, śpiewy, hulanki, swawole. Piraci obaliwszy trzecią z kolei beczkę rumu, dzielą swoje łupy. Cały czas kłócą się i leją. Dochodzi do burdy, piraci zaczynają się wycinać między sobą. Na nic im złoto, na nic niewolnicy, wszyscy padli. Piraci nie żyją, a goście tawerny znów są wolni i bawią się do białego rana.